Wywiad z maluchami

Unesco Ostatnio byłam z wizytą w poznańskim przedszkolu. Odprowadzałam siostrzenice i postanowiłam rozejrzeć się jak wygląda dzisiejsze miejsce dla maluchów. Nie żebym się martwiła o warunki, jakie panują w polskich przedszkolach, raczej była to czysta ciekawość. Jak przystało na dziennikarza nigdy nie rozstaje się z mikrofonem. Wpadłam na przezabawny pomysł, aby przeprowadzić wywiad w tym zabawnym miejscu. Dzieciaki od razu podłapały mój pomysł i zanim zdążyłam się zorientować, w około mnie znajdowało się, co najmniej dwudziestu przedszkolaków. Przygotowałam sprzęt i zaczęłam zadawać pytania. Szybko zorientowałam się, że tym sposobem wiele nie zdziałam. Maluchy zaczęły przekrzykiwać się, wyrywać, każdy chciał się wypowiedzieć zostać nagranym. Przedszkolanki najwyraźniej były bardzo zadowolone z faktu, iż mają małych rozrabiaków na kilka chwil z głowy. Ustaliłam pewne zasady, które w późniejszym czasie okazały się bardzo skuteczne. Tym sposobem przeszliśmy do wspólnej debaty, która zajęła nam przeszło dwie godziny! Pytam się, zatem czy wiedzą, co to takiego jest UNESCO? Rudzielec w pierwszym rzędzie wyrywa się z ręką w górze. „Nie wiem, co to takiego, ale śmiesznie brzmi i pewnie to jakiś nowy rodzaj czekolady”. Przerywa mu śliczna blondynka w kucykach „Głupolu, to jest nowa gra komputerowa!”. Myślę, robi się ciekawie. Próbuje naprowadzić przedszkolaków i podpowiadam, iż jest to organizacja do spraw kultury i oświaty. Kilkanaście wielkich oczu zwróciło się na mnie. Nauczycielki śmiejące się w kącie i przyglądające się tej dziwnej sytuacji. Podejmuje decyzję wytłumaczenia w najprostszy sposób maluchom, co to takiego. Poczułam się w obowiązku, aby przekazać im tę wiedzę. Tłumaczę, że w Polsce jest wiele niezwykłych zabytków które zasługują na specjalną nagrodę, coś jakby bardzo dobrą ocenę. „Ahaaaa....” słyszę. Czyżby zrozumieli? Sprawdźmy. Pytam czy może znają jakieś bardzo znane zabytki i podpuszczam, że jeśli trafią na ten, który jest na liście UNESCO to dostaną cukierka. Las rąk w górze, każdy próbuje odgadnąć, co mam na myśli. „Pałac kultury”. Pudło. Pada kilka nazw galerii handlowych, a na sali robi się coraz zabawniej. Nagle słyszę, „Zamek w Malborku”. Bingo, mówię i pierwszy szczęśliwiec, dumny ze swojego trafu dostaje cukierka. Rywalizacja wrze. Teraz każdy chce wygrać i kolejno rzucają kilka nazw miejsc. Niektórzy zeszli już na temat sklepów, które znajdują się niedaleko ich miejsca zamieszkanie. Aż nagle słyszę „Syrenka Warszawska!”. Tak, mówię! Ponieważ cukierki zaczęły mi się kończyć postanowiłam podnieść trochę poprzeczkę i mówię, że teraz muszą mi podać zagraniczny zabytek z listy UNESCO. Słyszę parę nazw mórz, oceanów, wysp i kontynentów. A ponieważ czas zaczął nam się kończyć, a ja traciłam nadzieję, że ktokolwiek zgarnie, mówię, że do końca konkursu zostało pięć minut. Maluchy zaczęły wyjmować telefony komórkowe (tak, dzisiejsze przedszkolaki uwierzcie mi, że je mają) i dzwonią do rodziców. Najszybszy z nich mówi Statua Wolności. Burza klasków w około i ostatnia słodycz trafia w ręce chłopca z pięknymi piegami. Chcąc zakończyć moją wizytę i wrócić do domu z prześmiesznymi materiałami, słyszę głośne „DZIĘKUJEMYY”. Jakie wzruszenie mną poruszyło, te dzieciaki naprawdę są przesłodkie. Wracając do domu słuchałam nagrania i śmiałam się cała drogę, podczas jazdy samochodem.

Tagi: informacje, media, internet | Mapa

Najnowsze

Popularne